Amerykański partner PGNiG w zakresie dostaw LNG podwaja zyski w pierwszym kwartale 2020 r. Fot.: Cheniere Energy

Niemiecki Instytut Badań Ekonomicznych (DIW) opublikował analizę na temat infrastruktury gazowej (gazociągów i terminali LNG) na Starym Kontynencie. Jedną z ważniejszych części dokumentu jest długookresowa prognoza dotycząca udziału dostaw do Europy w strukturze eksportu amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego. Z danych zaprezentowanych przez analityków DIW wynika, że Europa jako odbiorca LNG ze Stanów Zjednoczonych będzie tracić na znaczeniu, a w 2050 r. może odbierać tylko 2 proc. skroplonego surowca eksportowanego prze Amerykanów.

Oznacza to, że w perspektywie długoterminowej europejski rynek skroplonego gazu ziemnego możne poważnie stracić na znaczeniu w oczach producentów surowca zza Atlantyku. Według szacunków ekspertów Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych, w 2020 r. do Europy trafi ok. 30 proc. całości amerykańskiego eksportu LNG. Jednak z bazowym scenariuszu prognostycznym w 2030 r. udział ten spadnie do 20 proc., a w 2040 r. do 12 proc., żeby w połowie stulecia osiągnąć poziom zaledwie 2 proc.

Jeżeli zaś chodzi o wolumen amerykańskiego gazu trafiającego do Europy, do w okresie do 2030 r. pozostanie od bez większych zmian. Warto spojrzeć na ten aspekt z perspektywy całości zagranicznej sprzedaży skroplonego gazu ziemnego przez amerykańskie spółki. W br. wyeksportują one 80-90 mld m sześc. gazu (po regazyfikacji), a w 2030 r. 130-140 mld m sześc. Dziesięć później amerykański eksport może osiągnąć poziom 170-180 mld m sześc., a w 2050 r. – 220 mld m sześc.

Jednak zdecydowana większość tego wolumenu będzie konsumowana przez innych odbiorców, przede wszystkim z regionu Azji i Pacyfiku. Eksperci DIW szacują, że począwszy od 2030 r. nastąpi gwałtowny wzrost amerykańskiego eksportu LNG na tym właśnie kierunku.

Analitycy DIW wskazują, że amerykański LNG nie wyprze z Europy rosyjskiego gazu ziemnego przesyłanego gazociągami przede wszystkim z uwagi na wysokie koszty transportu surowca drogą morską oraz regazyfikacji. W raporcie czytamy, że fakt taki mógłby zaistnieć, ale tylko przy spełnieniu szczególnych warunków. Dokument wskazuje, że dotowanie 25 proc. kosztów transportu LNG mogłoby spowodować podwojenie dostaw LNG ze Stanów Zjednoczonych do Europy, a gdyby koszty transportu były dotowane całkowicie, istnieje szansa na wzrost dostaw nawet o 500 proc.

Innym czynnikiem, który mógłby wpłynąć na wzrost dostaw amerykańskiego LNG do odbiorców w Europie, może być bojkot dostaw surowca z Rosji. Z uwagi na czynniki gospodarcze i polityczne scenariusz ten wydaje się jednak skrajnie mało prawdopodobny.

Co ciekawe, zespół DIW wskazuje, że obecnie istniejące w Europie zdolności importowe (terminale) w przypadku zablokowania dostaw surowca z Rosji, byłyby wystarczające, żeby obsłużyć dostawy LNG ze Stanów Zjednoczonych w stopniu tak wysokim, aby zastąpić gaz rosyjski. Analitycy wskazują więc, że plany niektórych państw europejskich (w tym np. Niemiec) dotyczące budowy nowych terminali odbiorczych nie mają uzasadnienia w trendach długoterminowych.

Obecnie Niemcy planują budowę trzech terminali do importu LNG w Wilhelmshaven, Brunsbuttel i Stade. Mają być one gotowe w latach 2023-2024. Analitycy DIW proponują w tym kontekście przeprowadzenie rewizji tych projektów oraz zbadanie, czy terminale będą mogły być wykorzystywane także do importu wodoru, a nie wyłącznie skroplonego gazu ziemnego. Wyposażenie ich w taką funkcjonalność byłoby zgodne z niemiecką strategią wodorową oraz działaniami zmierzającymi do osiągnięcia celu klimatycznego.

Podpis: Katarzyna Cieślik-Mróz (fot.: Cheniere Energy)