Szef ukraińskiego koncernu energetycznego Andrij Kobolew powiedział w wywiadzie, że rosyjski Gazprom zredukował ilość gazu przesyłanego przez terytorium państwa ukraińskiego. Ma to być związane z pogorszeniem się sytuacji gospodarczej w Europie, spowodowanym pandemią koronawirusa.

Prezes Naftogazu Andrij Kobolew podkreślił w rozmowie z telewizją Ukraina24, że za pośrednictwem ukraińskiej sieci przesyłowej Gazprom tranzytuje obecnie znacznie mniej niebieskiego paliwa niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Według niego Europa dysponuje obecnie bardzo dużymi zapasami i jest „przesycona gazem”. Stąd też europejskie firmy gazowe nie potrzebują wolumenów tak dużych jak jeszcze rok temu.

Andrij Kobolew stara się jednak uspokajać nastroje i podkreśla, że Naftogaz nie traci na zaistniałej sytuacji. Jak argumentuje, nowa umowa tranzytowa z Gazpromem (która została podpisana pod koniec ubiegłego roku) nakłada na stronę rosyjską obowiązek przesyłania przez sieci Naftogazu minimum 178 milionów metrów sześciennych gazu na dobę. Wynika to ze specjalnej klauzuli, którą zawarto w umowie. Znalazł się w niej także zapis stanowiący, że rosyjski Gazprom będzie musiał zapłacić stronie Ukraińcom za równowartość minimalnego poziomu przesyłu gazu, nawet jeśli nie będzie on realizowany.

Gazprom zresztą już w styczniu i lutym tego roku nie zrealizował „planu minimum”, o którym mowa jest w umowie. Jak podkreślają specjalistyczne media, sytuacja taka wynika z kilku czynników. Rolę odgrywają tutaj nie tylko zapełnione magazyny gazowe w Europie czy panująca epidemia koronawirusa, ale także rekordowo ciepła zima. Ta ostatnia znacznie obniżyła zapotrzebowanie na gaz bodaj we wszystkich państwach Starego Kontynentu.

Podpis: Anna Marciniak, Portal Gazowy (fot.: Naftogaz)